Przejdź do głównej zawartości

Posty

Termostat

Ostatnio napadało, naśnieżyło i zima się tak przeciąga...

Łatwo popaść z ponury nastrój.
Ale czy wiecie, że jest taka hipoteza, zgodnie z którą nasz poziom szczęścia tylko w niewielkim stopniu zależy od czynników zewnętrznych? I nie chodzi mi tu o te wszystkie wzniosłe cytaty w stylu "szukaj szczęścia w sobie". Chodzi o coś bardziej biologicznego, czy raczej biochemicznego.

Zgodnie z tą koncepcją, każdy z nas jest trochę jak taki termostat. Jeden termostat może być ustawiony na temperaturę 23 stopni, a inny na 17 stopni. Termostat będzie utrzymywał tę temperaturę nawet jeśli zewnętrzne czynniki się zmienią. Owszem, możliwe są pewne niewielkie wahania, ale tylko w niewielkim stopniu, bo termostat będzie dążył to utrzymania takiej właśnie temperatury, na jaką go ustawiono.
Teraz przyjmijmy, że ludzie są jak termostaty. Ich poziom szczęścia można mierzyć za pomocą skali od 1 do 10. Zgodnie z tą koncepcją, jedni ludzie będą niemal niezależnie od zewnętrznych warunków wykazywali tend…
Najnowsze posty

Logika o piątej rano

Czasami zdanie okazuje się być nielogiczne dopiero wtedy gdy przełożymy je na język sztuczny lub po prostu formalny, na przykład na język matematyki. A póki pozostaje powiedziane w języku naturalnym, ta nielogiczność się nie ujawnia.
I podobnie jest ze wszystkimi zdarzeniami.
Na przykład dzisiaj rano. Moja córka obudziła się lekko przed piątą, a dziś mąż miał przy niej "dyżur". Ale ponieważ zaczęła płakać, poszłam do niej pierwsza żeby ją przytulić zanim mężczyzna wygrzebie się ze swojego barłogu ;). No i tulę ją, po czym przychodzi mąż, przejmuje córę i oboje wracają do spania. A ja? Już się obudziłam, więc co mam robić? Wstaję. I siadam do pisania.
I tak siedzę nad artykułem i zastanawiam się - co w zasadzie się wydarzyło i dlaczego o godzinie piątej rano siedzę przed komputerem skoro cała moja rodzina smacznie śpi???

Podróże w czasie naprawdę są możliwe.

Siedzę sobie z córką na placu zabaw w Bułgarii. Słońce świeci, czapki zdjęte, kurtki porozpinane. Przebiśniegi opanowały cały teren. Czyli to wiosna.

Przyjeżdżamy do Polski - w odwiedziny do mojej mamy. Śniegu po kolana, lepimy bałwana i igloo, zjeżdżamy na sankach. Czyli to zima. Ale następna po tej wiośnie, czy poprzednia?

Wyjeżdżamy od mojej mamy i jedziemy do rodziny w innym mieście. Wchodzimy do domu, a tu nadal choinka (ubrana!), sianko na stole i świeczka Caritasu. Czyli Święta Bożego Narodzenia. Tylko które? Następne, czy poprzednie?

Ja już się w tym wszystkim gubię. ;)

I tylko jedno mnie w tym wszystkim dziwi - jak to możliwe, że taki wytrawny podróżnik w czasie jak ja ma go tak mało, tak strasznie mało?












Co się dzieje w nowym roku?

Święta są jakby w innej strefie czasowej. Gdy weszłam na bloga, miałam wrażenie, że nie było mnie tu niemal od miesiąca, a tu się okazuje, że minęło ledwie półtora tygodnia. Wy też tak macie, że po Bożym Narodzeniu przychodzi Sylwester, a potem wszystko buzuje jak w szalonym kotle i nic już nie przypomina tamtego czasu sprzed Świąt?
Bo tak się składa, że na nadchodzący rok zapowiada mi się mnóóóóstwo roboty i słowo daję, że nie wiem, gdzie to wszystko upchnąć. Taką prostą, czarno-białą grafikę tu wkleję to może będzie to wszystko bardziej zrozumiałe. ;)



Grafika pochodzi z tła na mojej facebookowej stronie, na którą z resztą serdecznie Was zapraszam (o, tu). Bywam tam częściej niż na blogu i wrzucam więcej ciekawostek, bo Facebook według mnie narzuca nieco mniejsze standardy intelektualne. ;) Czasami po całym dniu pracy i/lub opieki nad córą jestem tam wypompowana, że potrafię tylko włączyć smooth jazz i otworzyć książkę, a jeśli coś ma mnie kosztować więcej energii twórczej (jak na przy…

Puste miejsca

Wiem, że Święta znaczą dla każdego co innego. Dla mnie są niezwykle radosnym czasem, na który zawsze czekam z wytęsknieniem. Ale gdy tylko przeminą, każdego roku zbiera mi się na melancholię i czasami wgapiam się w migające lampki choinkowe przez wiele kwadransów - myśląc o tym, co za nami.




Zawsze przy tej okazji przypominają mi się "puste miejsca przy stole". A razem z nimi Kolęda dla nieobecnych. Jeśli i przy Waszym stole są jakieś puste miejsca, to życzę żeby nigdy nie zabrakło Wam wiary w to, że "rachunek strat" naprawdę się wyrównuje:

"Przyjdź na świat by wyrównać rachunki strat
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole"

Cmentarzysko marzeń

Często przekonuje się nas, że o wszystkie marzenia trzeba walczyć do krwi ostatniej. Że nie wolno nam spocząć, póki nie osiągniemy celu. Nie zgadzam się z tą retoryką rodem z amerykańskiej filmografii. Owszem, są marzenia, które zostają z nami na długo; nawet na zawsze. Ale wiele marzeń zmienia się razem z nami. Gdy byłam mała marzyłam o wagonie pełnym lodów pistacjowych. Teraz jestem dorosła i mogłabym zrealizować to marzenie. Ale ja się zmieniłam i moje pragnienia także.

Uwielbiam to cmentarzysko marzeń, które każdy z nas nosi w sobie, bo ono jest jak zmarszczki na naszej skórze - opowiadają naszą historię.
Kiedyś marzyłam o tym, że zamieszkamy z moim ukochanym w latarni morskiej. Ocean będzie roztrzaskiwał się o brzeg, a my będziemy tak trwali - z dala od wszystkiego.

Ale od dawna już wiem, że nie lubię izolacji; a na pewno nie na dłużej. To marzenie we mnie żyje - w mojej prywatnej kolekcji przebrzmiałych pragnień. Zaklęte w bursztynie i zatrzymane jak uwięziony komar.
Moje, ale nie-m…

Dziwne...

Dziś stało się coś bardzo dziwnego. Skończyłam pracę, wywiązałam się ze wszystkich projektów, zaś dzieckiem zajął się mąż. A mnie... został wolny wieczór. Cały wieczór na czytanie książki (!). Ciągle mam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Zdarza Wam się coś takiego?