Niewiele trzeba?

Niesamowite, jak wiele prawdy życiowej kryje się w baśniach. Z drugiej strony - co w tym dziwnego...? Toć baśnie po to zostały powołane - aby nieść przesłanie życiowe i uczyć o tym, czego może na co dzień nie widać.

Myślę teraz konkretnie o baśni dotyczącej królewny, która była wiecznie niezadowolona - do czasu aż sprytny szewczyk założył jej za ciasne buty (a potem zdjął). Już kiedyś o tej historii pisałam, ponieważ naprawdę ją lubię i uważam, że niesie ona wiele treści. Każdy z nas jest troszkę taką królewną, która na co dzień nie docenia, że buciki jej nie cisną, zdrówko w miarę dopisuje, ma dwie rączki do pracy, a nawet wodę bieżącą w kranie.

Dopiero, gdy coś uwiera - wtedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak w istocie niewiele mu potrzeba i zarazem - jak wiele można stracić tracąc ledwie drobnostkę. Ta nasza tęsknota za "tym, co dalej", "tym, co więcej" jest po części kwintesencją człowieczeństwa, ale wydaje mi się, że czasem warto się nad nią zastanowić.

To taka moja mała refleksja znad naprawionego wodociągu. Naprawionego, to znaczy takiego, w którym jest woda. To znaczy: można zrobić sobie herbatę / kawę, jedzenie, umyć ręce, a nawet się wykąpać, spuścić wodę i przetrzeć plamę. Ano niewiele trzeba, by mieć wiele :). 

Komentarze

Popularne posty