Przejdź do głównej zawartości

Przestrzeń osobista

Czy dotknęlibyście obcego człowieka bez pytania go o zgodę?
Czy komentowalibyście dietę i wybory zdrowotne drugiego człowieka, gdyby was o to nie prosił?
Czy zadalibyście drugiemu człowiekowi bardzo osobiste pytania dotyczące jego intymności?

A gdyby tym człowiekiem była kobieta w ciąży?


Pamiętam, że gdy byłam w ciąży nie miałam nic przeciwko kiedy ktoś pytał mnie, czy może dotknąć mojego brzucha, ale z rozmów z innymi ciężarnymi wiem, że nie wszystkie kobiety akceptują podobne zachowania. Mnie z kolei bardzo irytowały "mądre rady" dotyczące tego, co rzekomo mogę, a czego nie mogę jeść albo co mogę lub czego nie mogę robić (u mnie kontrowersyjna jazda na rowerze!). Czy gdyby kobieta nie była w ciąży lub świeżo po porodzie to ktoś miałby czelność zadać jej intymne pytania dotyczące piersi, albo jeszcze intymniejsze - dotyczące tego, co działo się między nią a położną lub lekarzem?

Jak sądzicie - czy to prawda, że ciężarna kobieta staje się niejako "własnością" społeczeństwa? A może po prostu jest to tak wyjątkowy stan, że każda osoba z zewnątrz chce w nim jakoś uczestniczyć, pomóc, zaspokoić ciekawość?

Komentarze

  1. u nas zatrzęsienie maluchów- 7 więc w transie wszyscy. Jeszcze czekamy na maleństwo na dniach. Biedna K. ostatnia- nasłuchała się co nieco.... :)
    potwierdzam niestety Twoje słowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej rodzinie tylko w ciągu ostatniego roku "sypnęła się" trójka maluchów :) Ale takie wesołe zamieszanie jest miłe - o ile milsze, niż pusta cisza, prawda? :) A co do K. - faktycznie, biedna, że się najwięcej nasłuchała, ale już niedługo będzie na pewno wszystko wspominać z łezką wzruszenia :)

      Usuń
    2. Raczej to drugie. Widok kobiety w ciąży wzbudza pozytywne emocje. Gorsze są rady po porodzie na temat kwaśnych zup i nabiału:P

      Usuń
    3. Zgadzam się z Tobą. U mnie też było tysiąc wersji na temat tego co można jeść, a w zasadzie - czego nie można. Gdybym tego słuchała żywiłabym się tylko sucharami i wodą ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)